VI Forum Fenomen Junga

W dniach 23–24 lutego 2001 roku w Warszawie odbyło się, organizowane już po raz szósty, Forum Inspiracji Jungowskich. Zbiegło się ono z 10-leciem istnienia pisma ALBO albo. Problemy psychologii i kultury, stąd temat tegorocznej, pierwszej w nowym stuleciu, konferencji brzmiał po prostu: „Fenomen Junga”. Czy postać Junga jest rzeczywiście fenomenalna? Czy jego myśl będzie aktualna i ciągle tak żywo dyskutowana i rozwijana w nowym wieku?
Biorąc pod uwagę przebieg konferencji, można przypuszczać, że Karol G. Jung, który w swych badaniach niejednokrotnie wybiegał poza teren czysto spekulatywnych obszarów, wciąż będzie budził zarówno zachwyt, jak i kontrowersje.Na Forum składały się trzy odrębne sesje:I. Biografia i źródła teorii,II. Psychologia i psychoterapia,III. Filozofia, kultura i religia.

Uwieńczeniem wygłoszonych referatów była część dyskusyjna: Psychologia kultury – Jung a świat współczesny, która, mimo później pory, wywołała chyba największe emocje. Uczestnicy i prelegenci zmagali się bowiem z wyznaczeniem jasnej i jednoznacznej linii demarkacyjnej, która musi przebiegać pomiędzy tym, co zwykło się nazywać porządkiem naukowym i porządkiem duchowym. Problem ten zresztą co rusz pojawiał się przy okazji podnoszonych przez prelegentów tematów. Okazuje się bowiem, że ta z pozoru łatwa, a nawet wydawałoby się, banalna sprawa w przypadku idei Jungowskich, które daje się przecież odczytać wielokontekstowo, nabiera zupełnie innego kolorytu. Jung, którego bez wątpienia można zaliczyć do myślicieli o aspiracjach antrolopologicznych, zajmując się problemem szeroko rozumianej psyché, ukazał kilka, być może nawet przenikających się, płaszczyzn (np. psychologiczna, kulturowa, religijna, duchowa), na których psyché jako taka jest obecna. Człowiek rozpięty między skrajnościami, dylematami, opozycjami, wewnętrznymi walkami stale wybiega w przyszłość, dążąc do jakieś formy mistycznej unifikacji. Być może to więc w rzeczywistości chodziło nie tyle o ową linię demarkacyjną, ale o samego Junga, który te granice zdawał się przełamywać.

Konferencję otworzył znany tłumacz dzieł Junga i zarazem wybitny znawca tematu, Jerzy Prokopiuk, który, kreśląc sylwetki Freuda i Junga, umieścił je w swoistej przestrzeni, a właściwie pęknięciu, między nauką a gnozą.

Do tych poza czysto spekulatywnych obszarów w myśli Junga nawiązywał również wykład Zenona Waldemara Dudka, który, omawiając rolę snów, a więc sfery jak najbardziej pozaracjonalnej, choć dającej się przecież dyskursywnie ująć, pokazał ich związek z Jungowskimi teoriami.

Ważnym uzupełnieniem tych tematów był wygłoszony w trzeciej sesji referat prof. Aliny Motyckiej, która z filozoficznej perspektywy naszkicowała dylematy współczesnej kultury, ukazując przepaść pomiędzy „wyobraźnią” a „nauką”. Zwróciła ona uwagę na obecność kryzysu, powodowanego powolnym, ale nieuchronnym „wyczerpywaniem się” paradygmatu kartezjańskiego. Być może na konferencji nie byłoby tyle kontrowersji i emocji, gdyby nie uważne wsłuchanie się w to, co mówiła prof. Motycka. Jeśli bowiem rozciągnąć idee Jungowskie odnoszące się do płaszczyzny psychologicznej – gdzie mowa jest o tym, że to paradoksalnie „chaos generuje wzorce porządku” – na warstwę kulturową, uniknęlibyśmy tego lęku, że oto nagle Jung, albo jego interpretacja, naruszają świetlany gmach nauki. Owszem, myśliciel ten nie był przecież ani radykałem, ani też awangardzistą, i zawsze trzymał się twardych reguł i wymogów naukowości, nawet gdy próbował znaleźć jakąś prawdę w tak starej wiedzy, jaką jest astrologia, o czym autor tego sprawozdania miał przyjemność na konferencji mówić.
Nawet jeśli przez niektórych krytyków Jung wyłączany jest z wiodącego nurtu nauk, w tym także i nauk psychologicznych, to nie oznacza to wcale, że nie poszukiwał on dialogu z tzw. „twardymi” naukami, do grona których bez wątpienia należy fizyka. Z przyjaźni oraz obszernie prowadzonej korespondencji między Jungiem a Wolfgangiem Paulim, jednym z najwybitniejszych fizyków XX wieku, zrodziła się koncepcja synchroniczności, która, choć przez Junga została ujęta w nowy, czy wręcz odkrywczy sposób, to jednak jako zagadnienie filozoficzne problem ten obecny jest już przynajmniej od czasów Davida Hume’a (1711–1776).

O dialogach między Jungiem a Paulim w sposób niezwykle barwny opowiadał na konferencji prof. Krzysztof Maurin.
Mimo niewątpliwego wkładu szwajcarskiego psychiatry w poznanie złożoności zarówno ludzkiej świadomości, jak i nieświadomości (w kontekście indywidualnym i zbiorowym), Jung był przez niektórych „diagnozowany” jako tzw. osobowość borderline, a więc osobowość pogranicza, o której mówił prof. Andrzej Jakubik, stwierdzając jednocześnie, że trudno znaleźć uzasadnienie dla tej kategorii klinicznej.
Inni adwersarze Junga często przypisują mu związki z okultyzmem, mistycyzmem czy nurtami ezoterycznymi.

Jednym z nich jest Richard Noll, którego rzekomo demaskatorski charakter książek o Jungu przedstawił dr Mirosław Piróg w wykładzie pt. „Jung okiem krytyka”, dostrzegając jednocześnie absurdalną i zarazem złośliwą linię argumentacyjną, z jaką możemy się spotkać w książkach Nolla.

Na konferencji głos zabrali również wybitni psychologowie, dla których koncepcje szwajcarskiego psychiatry nie były bynajmniej ezoterycznym bełkotem. Wręcz przeciwnie, wyraźnie podkreślili oni doniosły wkład Junga w rozwój nauk społeczno-psychologicznych.

Prof. Czesław Nosal odniósł się do jednego z ważniejszych dzieł Junga – Typy psychologiczne – ukazując przełomowy charakter intuicji zawartych w tej pracy. Wiele współczesnych teorii, np. inteligencji emocjonalnej, nawiązuje bowiem do roli, jaką Jung przypisywał emocjom czy intuicji w obszarze epistemologicznym. Prof. Nosal mocno zaakcentował to, że teorie Junga aspirują do miana „psychologii kompletnej”. Opisują one człowieka w jego pełności i totalności, dlatego plasują Junga wśród najważniejszych myślicieli XX wieku.
Niewątpliwym wkładem szwajcarskiego psychiatry w postrzeganie ludzkiej kondycji oraz podkreślanie znaczenia potencjału rozwojowego człowieka jest nie tylko koncepcja indywiduacji, lecz także refleksje dotyczące zagadnienia przełomu życia.

Temat ten został na konferencji omówiony przez dr Piotra Olesia, który pokazał, że do zasadniczych wyzwań człowieka stojącego w połowie swej drogi należy integracja przeciwieństw. Warto podkreślić, że indywiduacja, a więc schematycznie rzecz ujmując – dążenie do pełni człowieczeństwa, rozpoczyna się wraz z integracją Cienia, ciemnej strony naszej natury.

O problemie tym traktował referat dr Krzysztofa Dorosza.
Jak Jung wyobrażał sobie samorealizację? Czy jego rozważania na ten temat nie ocierają się czasami o obszary soteriologiczne? Kiedy mówi: „Bądźcie ludzcy, starajcie się zrozumieć, łaknijcie wglądu, stawiajcie hipotezy, kładźcie zręby pod własną filozofię życia. A wtedy być może poznamy Ducha żywego w nieświadomości każdego indywiduum, wtedy staniemy się braćmi Chrystusa”, można odnieść wrażenie, że psychologia analityczna zaczyna objawiać swój niemal religijnych charakter (a, jak wiadomo, psychologia i religia mają ze sobą wiele wspólnego, o czym mówił na Forum dr Jerzy Bąbel). Ale czy tak jest w rzeczywistości? Czy to właśnie z tego powodu tak trudno było się niektórym uczestnikom konferencji zrozumieć? Czy to kwestia języka, czy raczej czegoś bardziej zasadniczego? „W wypadku zjawisk psychicznych niepodobna przeprowadzać dokładnych pomiarów, możliwa jest tylko jakaś analogia” – mówi Jung. A więc chodzi tu o jakąś metaforę, symbolikę, czyli narzędzia, które nie są używane w naukach ścisłych, ani już tym bardziej nie mieszczą się one w paradygmacie, dla którego ideałem jest nauka o materii. W swej pracy Jung postępował jednak jak naukowiec z krwi i kości: gromadził obserwacje, rejestrując dane i wyniki, starannie je badał i analizował (choć być może dla niektórych jego metody były nazbyt intuicyjne), a także weryfikował uzyskane wyniki i skonstruowane teorie. Lecz fenomen Junga polega, moim zdaniem, na czymś zgoła innym. Jung był bowiem wybitnym myślicielem, którego refleksje i intuicje natury antropologicznej i kulturowej, choć aspirujące do miana „kompletnych” teorii, pozostaną nie tylko żywe, ale przede wszystkim ciągle brzemienne w nowe znaczenia. Wszak w głównej mierze odnoszą się one do nieświadomości, której przejawy rozpoznać możemy jedynie poprzez niezliczone manifestacje archetypowych obrazów i symboli, bez istnienia których trudno byłoby mówić o naszej kulturotwórczej naturze i, co najważniejsze, samej nauce.

Piotr Piotrowski

Zobacz także: