Forum Inspiracji Jungowskich

Małe i wielkie inicjacje na drodze bohatera

Bogowie przekształcili się w choroby; Zeus nie włada już Olimpem, lecz splotem słonecznym i dostarcza przychodniom lekarskim pacjentów, a także zakłóca pracę mózgów u polityków i dziennikarzy, którzy potem szerzą mentalne epidemie.
C.G. Jung. Komentarz do Sekretu Złotego Kwiatu, 1994, s. 119.

Doświadczenie inicjacji jest przeżyciem granicznym, w którym miejsce starej struktury „ja” zajmuje nowa organizacja osobowości. Jung nazywa ten proces indywiduacją. To proces „kulturalizacji ego”, sięganie po wzorce zakorzenione w nieświadomości zbiorowej, dialog z symbolami i archetypami. Wiodące progi indywiduacji to skonstruowanie ego, budowa persony i jej detronizacja, rozpoznanie i przekroczenie własnego typu psychicznego, organizacja osi ego–archetypy, a przede wszystkim relacji ego z archetypem Jaźni.

Patrząc wstecz i spoglądając wprzód, w procesie psychologicznego samopoznania i twórczej autoanalizy zdobywamy liczne małe i nieliczne wielkie wglądy. Wielką inicjacją psychiczną jest przemiana, którą Jung nazywa odrodzeniem. Obejmuje ona nie wybrane fragmenty osobowości, ale jej całość, wprowadzając do świadomości archetypowe podstawy myślenia, przeżywania i działania. W archetypach zawarta jest ponadczasowa transkulturowa mądrość, którą każda jednostka asymiluje w procesie indywiduacji.
Decydujące przemiany w kształtowaniu osobowości odbywają się w tzw. kulturowej fazie rozwoju. Struktura „ja” odnajduje się w pełni, którą symbolizuje archetyp Jaźni, obraz całości, psychiczna mandala. Jaźń jest przewodnikiem ego po nieświadomości. Jako archetypowa, tajemna i niepojmowalna racjonalnie wewnętrzna struktura psychiczna stwarza przeciwwagę dla świadomości, która jest skłonna do myślenia sytuacyjnego i popadania w skrajności.

Wielką inicjacją jest odkrycie na swojej drodze prawdziwej ścieżki bohatera. Wyzwania, przed którymi stoję, to nie tylko moja mała historia, ale także wielka opowieść, rozciągająca się na bezkres czasu i kosmiczną przestrzeń. Tak każą nam myśleć o nas i naszej osobistej drodze archetypy, będące odzwierciedleniem głębokiej nieświadomej struktury psychicznej, zakorzenionej w symbolach, jak też ponadczasowej i ponadhistorycznej kulturze. Centrum świadomości przenosi się z ego do Jaźni.

Idąc drogą bohatera, możemy się potknąć, zranić, zapaść w otchłań, zwariować i przegrać życie. Są to inicjacje negatywne, inicjacje do roli ofiary, skazańca, szaleńca i potępieńca. Aby odwrócić destrukcyjne i negatywne inicjacje w ich pozytywne i konstruktywne odpowiedniki, trzeba być podwójnym bohaterem, najpierw uratować siebie, pokonując zewnętrznych wrogów i swój własny Cień, a potem zbudować własną historię na miarę posiadanych talentów i możliwości. Chodzi nie tylko o życie jako egzystencję, ale także o jego sens.
Na ścieżce bohatera ważnym doświadczeniem jest samotność, ale często niezbędna jest wskazówka mistrza oraz drobna, ale niezbędna pomoc. Dziecko, które nie miało matki, lecz było więzione przez zakochaną w sobie i zimną macochę, potrzebuje ciepłej matki zastępczej, która potrafi kochać i cierpliwie towarzyszyć mu w jego obawach, lękach i chwilach bezsilności. Syn, jeśli był bity, lekceważony i ośmieszany przez ojca‑tyrana, potrzebuje jego zastępczej kopii w postaci silnego i mądrego wojownika o królewskim sercu, który ocenia sprawiedliwie, staje w obronie słabych, skrzywdzonych i wątpiących. Potrzebuje wzorca odwagi, nadziei i mocy, który wskaże, jak można pokonać zło, niesprawiedliwość i przemoc. Dziewczynka, która była molestowana seksualnie i zastraszana przez patologicznego członka rodziny, musi spotkać na swojej drodze przewodnika do nowego świata, w którym ludzie okazują sobie zaufanie, bliskość i oddanie, i nie boją się, że ktoś, kto ma władzę i siłę, będzie ich używał z naruszeniem cudzej wolności, uczuć i chęci.

Inicjacja to także zrozumienie, co znaczy brak inicjacji. Młodym ludziom, którym wpajano w rodzinie utopijne wizje o cudownym świecie, ktoś musi powiedzieć prawdę o bólu, trudzie, cierpieniu i śmierci. Brak inicjacji u młodego człowieka też jest inicjacją, inicjacją do utopii, fałszywego raju i bezmyślnego „tu i teraz”. To życie prowizoryczne, które prowadzi donikąd. Utopia odkłada ważne sprawy na potem, mami szczęściem, rozmywa sens rzeczywistości, nie biorąc żadnej odpowiedzialności.

Drogę wewnętrznych inicjacji, które umożliwiają objęcie w miarę pełnego obrazu siebie językiem metaforycznym, opisuje koncepcja Carol Pearson. Odwołując się do psychologii archetypów Junga, Pearson przyjęła, że podstawowe etapy drogi bohatera wyznaczają w naszej kulturze wzorce Sieroty, Męczennika, Wędrowca, Wojownika i Maga.

Zerowy punkt startu, który jest swoistym rezerwuarem indywidualnej drogi rozwoju, stanowi niewinny, wyidealizowany stan świadomości – Niewiniątko. Niewiniątko myśli, czuje i działa jak dziecko. Świat jest rajem, życie beztroską, czas jest nieskończony, cokolwiek się wydarza, jest zabawą. W zabawie można grać dowolną rolę i zmieniać ją w każdej chwili pod wpływem emocji lub skojarzeń. To, co przykre, dotyczy innych, ale nie mnie. Raj karmi się miłymi wrażeniami. Nie ma śmierci i nie ma konsekwencji popełnionych błędów, dziecku wszystko się wybacza.

Bycie Niewiniątkiem nie może trwać wiecznie. Inwazja rzeczywistości w myślenie idealistyczne, naiwne i infantylne otwiera epokę Sieroty. Gwałtowna utrata ideałów oznacza inicjację do roli Sieroty, która buduje swoją tożsamość na poczuciu bezradności, końca historii, utraty nadziei, Armagedonu. Sierota postrzega swe życie przez pryzmat bezradności, braku wpływu i rezygnacji. W języku religijnym bycie Sierotą wyraża się w określeniach typu: jestem pyłem, prochem i nieskończenie małą okruszyną we wszechświecie, które kontrastują z pierwotnym wyobrażeniem człowieka jako dziecka kochanego i wyróżnionego przez Boga. Kiedy dochodzi do tego obrazu ból, lęk i cierpienie, rodzi się obraz piekła.

Ale z roli Sieroty możliwe jest wybawienie. Potrzebna jest inicjacja do roli szlachetnego Dawcy, a w skrajnej wersji – Męczennika. Za oddanie siebie, swego ciała, czasu, talentów, indywidualności czeka nagroda. Jeśli będziesz dobry, grzeczny, miły i pomocny, spotka cię uznanie innych, uwierzysz w siebie, w swoją wartość. Niedawna Sierota odnajduje się w roli grzecznego dziecka, dobrego ucznia, ofiarnego obywatela, uczynnego pracownika, oddanego męża. Dawanie i rezygnacja ze swoich potrzeb staje się rdzeniem tożsamości Dawcy.

Kiedy Dawca staje się uległy wobec agresji, wyzysku, przemocy, manipulacji czy szantażu, zostaje kozłem ofiarnym, męczennikiem za sprawę, dla idei, dla wizji nagrody w niebie. Idealizowanie dawania pozwala uratować poczucie sprawiedliwości, ale sprawiedliwością nie jest. Zdrowe dawanie ma sens, gdyż pozwala uwierzyć w siebie, rozwija ukryte talenty, popycha do przejmowania inicjatywy, kiedy ludzie naiwni się bawią, a Sieroty płaczą. Dawanie wzbogaca wewnętrznie. Ale kiedy Dawca uczy biorcę bycia pasożytem, kiedy pozwala wilkom na objadanie się za darmo smacznym mięsem owcy albo nie nie przeciwstawia się agresji wojownika‑psychopaty, prędzej czy później zostanie skonsumowany, a w lepszej wersji pozostanie mu rola Sieroty.

Kiedy Dawca-Męczennik dojrzeje do zaprotestowania przeciw wyzyskowi, odmówi składania kolejnej daniny, spotyka się zwykle z oskarżeniem o egoizm, usłyszy zarzuty, że jest zły, że zmienia reguły, że obiecał. Jego próbą inicjacyjną jest zgoda na bycie złym, na bycie uznanym za egoistę i odporność na groźbę wykluczenia z kandydatów do nagrody w niebie. Aby wytrzymać ciśnienie z zewnątrz (opinia innych), Dawca musi ratować się ucieczką – wyruszeniem w podróż, w nieznane. Dziecko ucieka z domu, gdzie jest agresja, przemoc a ono nie ma swoich praw. Ucieka w kraj, muzykę, Internet, narkotyki, zbuntowane filozofie i nihilistyczne religie. Prześladowani idealiści uciekają na emigrację z totalitarnego kraju. Niedocenieni pracownicy, kiedy są u kresu sił, uciekają z firmy rządzonej przez prymitywnego prezesa. Małżonek buntuje się przeciw dalszemu wykorzystywaniu, wybiera wolność i samotność, kiedy uświadomi sobie, że rola ofiary tylko nakręca spiralę „usług” wobec egoistycznego partnera‑biorcy.

Na Dawcę presję wywiera często rodzina lub szersze otoczenie, konserwujące niesprawiedliwe układy społeczne. „Bądź sobą” oznacza „bądź dalej Dawcą”. Dlatego nie opinia i presja z zewnątrz, ale własna świadomość decyduje, czy Dawca stanie się Męczennikiem. Jeśli ktoś zostanie przypisany do roli Męczennika, ma kłopot z „wypisaniem się” z tej roli. Z niej się nie wyrasta samoistnie, lecz na mocy decyzji. Dlatego Dawca musi zbuntować się przeciw narzuconej mu roli, uciec z niekorzystnego schematu. Pójść w nieznane, odkrywając w sobie Wędrowca.

Uratowany z roli niedojrzałego Dawcy, Wędrowiec ma się czym cieszyć. Jest wolny, sam wyznacza sobie granice. Określa, na co ma ochotę, co je, a czego nie je, jak spędza czas wolny i jak ciężko pracuje. Sam określa, co będzie studiować, z kim zechce się spotkać i z kim zwiąże się na całe życie. Autonomia, wolność osobista, swoboda dokonywania wyboru są przyjemne i rozwijają nowe możliwości. Pomaganie innym, które było ważne dla Dawcy, mogło doprowadzić do zaniedbania siebie, odłożenia spraw osobistych i zawodowych na później. Wędrowiec ma czas na bycie ze sobą i wreszcie widzi, jak ważne jest własne osobiste życie i indywidualne spojrzenie na świat. Widzi, że ludzie są różni, wiele jest dróg dojścia i dróg wyjścia.
Dostrzeganie alternatyw rozwija zdolność decydowania. Ale Wędrowca dopadnie prędzej czy później samotność. Patrząc na siebie, zobaczy nie tylko swoje zalety, ale również wady. Jeśli w trudnej chwili nie wycofa się do roli Sieroty – liczenia na innych i użalania się nad sobą – ani nie wróci do roli Dawcy, który rezygnuje ze swoich praw na rzecz innych w imię źle pojętej chrześcijańskiej ofiarności, zobaczy nowe zadanie, które go czeka. Brzmi ono: jak być niezależnym i silnym, a nie wolnym, lecz słabym. Kiedy Wędrowiec przestaje mijać się ze światem i podejmuje z nim walkę, zostaje Wojownikiem.

Wojownik ma dwóch wrogów: świat i samego siebie. Niższej klasy Wojownik walczy z całym światem i zwykle ze słabszymi. Bardziej liczy się dla niego zwycięstwo niż dobrze wykonane zadanie. Średniej klasy Wojownik walczy z równymi i silniejszymi, bo z jednymi trenuje swą gotowość do walki, a od drugich może się czegoś nauczyć. Lepsi testują błędy i słabe strony Wojownika, przy nich można się rozwinąć. Wyższej klasy Wojownik walczy głównie ze sobą, a jego celem jest doskonalenie siebie, wyższa sprawność i ważne sprawy. Chce dogonić siebie w wyższej klasie. Szuka mistrza w sobie. Wie, że zwykły podbój świata jest zajęciem dla tyranów i żądnych sławy dzieciaków. Rywalizacja karmi się szczęściem zwycięzcy i porażką przegranego. Jest treningiem dla początkujących Wojowników, wyzwala z roli Sieroty, roli Męczennika i poszerza umiejętności Wędrowca. Widocznego sukcesu potrzebują początkujący.

Rywalizacja z sobą, nabywanie nowych umiejętności, bycie wirtuozem swojej drogi życiowej, uruchomienie całego repertuaru możliwości – oto wyzwanie dla Wojownika. Na tej drodze zmienia się stopniowo idea siły i idea zwycięstwa. Prawdziwe zwycięstwo i prawdziwy sukces nie polegają na podziale na wygranych i przegranych. W pogoni za sukcesem można się zatracić, przegrane mogą inspirować lepsze rozwiązania,
Walka na wielu frontach, ciągłe dążenie naprzód, w głąb czy wzwyż nie dają szczęścia, tym bardziej że z biegiem lat człowiek, także Wojownik, słabnie. Kresem walki Wojownika z sobą jest inicjacja do roli Maga. Celem jego działań nie jest ani wiara w rajskie ideały i zabawa, jak u Niewiniątka, ani szukanie za wszelką cenę pocieszenia i ulgi, czego chce Sierota, ani dobro wspólne i wspomaganie innych, w czym widzi sens swoich działań Dawca, ani też wolność osobista i bycie panem samego siebie, czym szczyci się Wędrowiec. Mag nie jest też fanem wielkich dokonań, ekstremalnej mobilizacji i wielkiego trudu – do czego jest zdolny Wojownik. Mag jest sceptyczny wobec naukowego poznania rzeczywistości, jak też naprawiania ludzi i radykalnego zmieniania świata. Łapanie przestępców, intensywne leczenie chorób, tępienie wszelkiej głupoty i tworzenie coraz lepszych urządzeń to zajęcie dla Wojownika.

Maga interesuje harmonia i sens całego istnienia. Świat, życie człowieka i prawda to proste, a zarazem skomplikowane tajemnice. Potrzebna jest nam raczej mądrość niż wiedza, zrozumienie niż poznanie, umiejętność bycia niż działanie. Od siły silniejsza jest równowaga. Służy temu rozpoznanie roli zła i głupoty, nauka życia na błędach i w obliczu niesprawiedliwości. Istnieją drogi indywidualne i wspólne, prawdy mniejsze i większe, trzeba tępić chwasty, ale niektóre z nich są lekarstwem. Niejeden grzesznik i przestępca został dobrym i mądrym człowiekiem, a niejeden dobry i tzw. mądry człowiek upadł nisko jak król Salomon.
Tak jak każda z inicjacji, także inicjacja do roli Maga ma swoje poziomy. Niski poziom Maga to spryciarz, kłamca, manipulant i oszust. Potrafi odwracać kota ogonem, aby wyszło na jego, aby stworzyć chaos. Średni poziom Maga to relatywista, pławi się w różnorodności – ma wielką orientację, potrafi kojarzyć różne sfery i poziomy, ale mylą mu się czasem kryteria, proporcje i języki. Używa psychologii do obrony przestępców, zasady świata materialnego odnosi do sfery ducha, wiarę w UFO i kosmitów uznaje raz za naukę, innym razem za religię. Wyższy poziom Maga integruje różnorodność w złożoną harmonię, relatywizm jest sposobem na odkrywanie i poznawanie, ale nie stanowi końcowej wersji prawdy. Dziecko jest człowiekiem, ale nie ma ani wszystkich praw, ani obowiązków dorosłego. To samo zdanie brzmi różnie w ustach różnych ludzi, choć można w nim znaleźć uniwersalne przesłanie.

Przygoda inicjacji jest nie tylko dla Magów. Każdy z nas potrzebuje zarówno inicjacji do roli Sieroty, tj. umiejętności pokornej rezygnacji, kiedy jesteśmy słabi i bezbronni, jak i inicjacji do roli Dawcy, gdyż dawanie świadczy o tym, że mamy się czym podzielić i budujemy podstawy wspólnoty społecznej i rodziny poprzez altruizm Potrzebujemy inicjacji do roli Wędrowca, gdyż bez autonomii i bez wytyczenia granic ludzie nie tworzą zdrowej zróżnicowanej wspólnoty, lecz masę. Kiedy jesteśmy zdolni do mobilizacji i posiadamy rozliczne talenty, aby je rozwinąć i dać im wyraz w działaniu, potrzebujemy inicjacji do roli Wojownika.
Fenomen inicjacji i zjawiska towarzyszące inicjacyjnej przemianie możemy obserwować w psychoterapii. Prawdziwy wgląd w terapeutycznym procesie to inicjacja do nowej świadomości – wgląd intelektualny, poznawczy, empiryczny, odwołujący się do doświadczeń zmysłów i ciała, jak też wgląd uczuciowy, polegający na empatii, oraz wgląd wizyjny, sięgający po ukrytą w nieświadomości intuicję.

* * *

Kiedy próbujemy zrozumieć, na czym polegają małe i wielkie inicjacje w przestrzeni społecznej i kulturowej, na myśl przychodzą przykłady różnych zwyczajów. W Wielkanocny Poniedziałek ludzie polewają się wodą, zwyczaj nakazuje wnoszenie panny młodej przez próg do mieszkania, ciało zmarłego ubiera się odświętnie i upiększa przed złożeniem do trumny. Dlaczego już w zamierzchłej historii Żydzi dokonywali u chłopców obrzezania? Dlaczego obrzezanie stosowali i wciąż stosują od kilkudziesięciu tysięcy lat najstarsi mieszkańcy Australii – Aborygeni? Czemu służył zwyczaj konsumowania małżeństwa w noc poślubną?

Zwyczajom inicjacyjnym towarzyszą gesty i emocje. Ludzie biją brawo, kiedy wygrywa ich faworyt, wzruszają się, kiedy słyszą hymn narodowy swojego państwa. Wyborom prezydenckim, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, towarzyszy wielka feta. Jaki proces łączy wtedy masę ludzi we wspólnotę, która czuje się narodem?
Inicjacja to pożegnanie starego i powitanie nowego. Przejście od stworzenia świata po jego koniec, od narodzin człowieka do jego śmierci i życie po śmierci. Do wielkich inicjacji przygotowuje tradycja religijna i mitologia. Muzułmanie pielgrzymują do Mekki, buddyści tybetańscy do Lhasy, hinduiści wędrują nad Ganges, a chrześcijanie tłoczą się na drogach do Rzymu, Lourdes, Częstochowy. To wszystko w poszukiwaniu sacrum, innego życia, zbawienia. Czy dzisiejszy świat ma jeszcze swoje wielkie inicjacje, czy stały się one gasnącym przeżytkiem i ledwie zauważalnym znakiem, który większości już nie wzrusza i nic nie mówi?

Kiedy współczesny badacz społeczeństwa, kultury i religii zastanawia się nad zjawiskiem inicjacji, stawia pytanie nie tylko o dawne, odchodzące w przeszłość, barwne tradycje, ale także o nasze dzisiejsze życie w małych i większych grupach społecznych, bezosobowy tłum na ulicach aglomeracji, rzesze pracowników w wielkich korporacjach, mrowie ludzi na koncertach i wielkich imprezach sportowych. Interesują go tradycyjne wielopokoleniowe i wielodzietne rodziny, jak też nowe formy partnerstwa, społeczności internetowe, komunikacja przez telefon komórkowy, Facebooka, życie przy komputerze czy przed ekranem telewizora.
Zastanawia nas, gdzie się podziały dawne inicjacje matek, ojców, szamanów, uzdrowicieli, wojowników, królów, błaznów. Czy nie przeniosły się one do świata filmu, wideoklipu, telewizji, poczty mailowej i na platformy cyfrowe? Dawniej do inicjacji seksualnej przygotowywały baśnie o Czerwonym Kapturku, dziś służy do tego film porno. Kiedyś „czary‑mary” odbywały się w ustronnej głuszy, lesie, na świętych wzgórzach, przy ognisku, a dziś można je zamówić w telewizji i zapłacić zań smsem. Czy to wystarczające przygotowanie do inicjacji seksualnej, do osiągnięcia wyższej świadomości, uzdrowienia z życiowego bólu i cierpienia, do zbawienia duszy?

Na naszych oczach tworzy się nowy system postmodernistycznych inicjacji. Elektronika, geny, fale radiowe, oprogramowanie komputerów, mediatory w mózgu pełnią funkcje duchów, bogów i demonów, których się boimy i w których pokładamy nadzieję. Rolę diabła wypełniają wirusy, bakterie, rak, terroryści albo krach na giełdzie, a rolę zbawcy przejęło naukowe poznanie. Prorokami, którzy straszą Armagedonem, jak też głosicielami „zbawczych” wiadomości są dziś dziennikarze i politycy. Wprowadzają nas oni na ścieżkę poznania, ogłaszają koniec świata, jak też mówią o drogach wybawienia od klęsk, chorób, cierpienia i śmierci. Niemal codziennie można usłyszeć o nowych „religiach”, które odpowiadają na duchowe tęsknoty człowieka: religii ekologicznej, religii siejącej obawy przed dwutlenkiem węgla, religii miłości dla wykluczonych, religii szacunku dla zwierząt, religii niestosowania klapsa u dzieci i in. Małe inicjacje pełnią rolę wielkich.
Mistrzowie sztucznych systemów i świeckiej „dobrej nowiny” przejmują dziś kontrolę nad światem. Jak odnajduje się na tych drogach naszą psyche? Gdzie podziały się stare święte wzruszenia, dawne duchowe tęsknoty, głębokie uczucia więzi międzyludzkiej, odpowiedzialność za rodzinę i wspólnotę, poczucie sprawiedliwości, ludzka godność? Jakimi drogami wędruje dziś numinosum, które potrafi uchwycić w kleszcze lęku i trwogi (element tremendum), dostarczając wzniosłej ekstazy (element fascinans)?

Inicjacja to nie tylko przejście do nowej fazy życia, podjęcie nowej roli, nowego zadania lub objęcie nowego stanowiska. To także nowa świadomość, nowa osobowość i nowa tożsamość. To przemiana naiwnego dziecka w chłopca lub dziewczynkę, a później w mężczyznę lub kobietę. To nie tylko założenie nowego stroju: munduru żołnierza, fartucha lekarskiego, szaty mnicha czy królewskiej korony, ale wewnętrzna przemiana i przyjęcie zobowiązań, które zmieniają dotychczasowy stosunek do siebie, innych ludzi, społeczeństwa i świata. Tak było i tak ciągle bywa.

Inicjacja wyróżnia, nobilituje, chroni, ale też zawęża spektrum działań, wytycza kierunek i ogranicza. Oznacza specjalizację osobowości pod kątem funkcji, którą chce lub powinien wypełniać człowiek. Dlatego ten fenomen psychologiczny i kulturowy interesuje nie tylko badaczy kultury i religioznawców, lecz także filozofów, etyków, psychologów, socjologów, psychoterapeutów, psychiatrów.

Życiowym wyzwaniem jest dla człowieka natura, samo życie i los, który stawia go w sytuacji inicjacyjnej bez oglądania się na jego wolę. Przejście do nowej roli programuje na przyszłe szczęście, ale też konserwuje dziecięcy punkt widzenia. Inicjacje bolesne, gwałtowne, traumatyczne i tragiczne mogą programować do nieszczęścia. Kierują drogę życia na manowce, które stają się labiryntem.

Inicjacje to często krew i walka. Czasem na śmierć i życie. Widać to zwłaszcza w inicjacjach wojowniczych i królewskich. W kulturach pierwotnych słabego lub chorego króla wypędzano z kraju, skrytobójczo truto, mordowano w nocy sztyletem bądź w inny sposób zabijano. Historie tego rodzaju w przejmujący sposób opisują mity i literatura. Ojciec Hamleta został zabity przez swego brata, wuja młodego królewicza. Króla Lajosa zabił nieświadomie jego własny syn, Edyp. W gronie zabitych wodzów są dawni królowie i współcześni prezydenci, jak John Kennedy czy Gabriel Narutowicz. Nie jest niczym wyjątkowym, że śmierć polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod Smoleńskiem postrzega się nie tylko jako nieszczęśliwy wypadek, ale także w kategoriach mitycznego królobójstwa.

Każdemu życzę twórczych wrażeń i małych inicjacji podczas XVII Forum Inspiracji Jungowskich.