„Ulepszanie siebie” jako praktyka w kulturze neoliberalnej – prof. dr hab. Wojciech Burszta

„Ulepszanie siebie” wpisuje się w najnowszy trend strategii budowania tożsamości osobowej, zwany reinwencją. O ile koniec XX stulecia został nazwany czasem refleksyjności, o tyle druga dekada XXI wieku jest powszechnie określana jako era reinwencji. W wystąpieniu ukazane zostaną różne strategie ulepszania siebie (ciało, psyche, „bycie w ruchu” – nomadyzm, reinwencja korporacyjna). Mechanizmom i procesom reinwencji podlega również wewnętrzna struktura człowieka.

Obrona doświadczenia. Perspektywa filozofa kultury – prof. dr hab. Zofia Rosińska

W referacie zostanie przedstawiona próba określenia, czym jest doświadczenie. Nie jest ono eksperymentem, lecz przeżyciem (niem. Erlebnis). Dążenie do sukcesu w kulturze korporacyjnej jest celem, który często nie sprzyja autentycznemu doświadczeniu i nie rozwija tożsamości. „Doświadczenie należy do najmniej wyjaśnionych pojęć, jakim dysponujemy” – pisze Gadamer. Współczesna literatura na temat doświadczenia mówi o jego ubóstwie, jego kryzysie, o braku szans na autentyczne doświadczenie, wreszcie o śmierci doświadczenia. Niezdolność do posiadania i komunikowania doświadczenia uznawana jest za jedną z nielicznych pewnych rzeczy. Chciałabym przedstawić te przekonania, stojącą za nimi argumentację, zastanowić się, co jest źródłem tego stanu rzeczy oraz jak to zmienia człowieka..

Kapitalizacja pragnienia. Uczucia jako obszar i narzędzia wyzysku – dr Jacek Drozda

Krytyka zaawansowanego kapitalizmu, a więc tego, który przeważnie utożsamiany jest z okresem po 1945 roku, wydała na świat niezliczone teorie i dzieła poświęcone metodom kreowania potrzeb jednostek. Wbrew temu, co sugerują niekiedy krytycy kultury czy publicyści, system ekonomiczny, którego kluczowym komponentem jest konsumpcja dóbr i usług oraz jej symboliczno‑ideologiczny entourage, nie może być oparty przede wszystkim na wszechogarniającej „dyktaturze przyjemności”, przemawiającej do nas wszystkimi możliwymi kanałami komunikacyjnymi. Gdyby tak było, zapewne można by poukładać świat na nowo podług podstawowych kontrkulturowych reguł, ponieważ granice między podstępem a uczciwością, między projektem nastawionym na zysk a tym hołdującym idei dobra wspólnego byłyby dosyć wyraźne. Wszak niedostępność joie de vivre stanowi czynnik najczęściej wywołujący bunt, a w absurdalnym świecie, dającym się sprowadzić do hasła „bądź szczęśliwy”, jednostkom, które nie mogą osiągnąć takiej, zredukowanej do uniwersalnego sloganu, wersji szczęścia, dużo łatwiej byłoby się zorganizować.
Zatem, aby skuteczniej i bezpieczniej ekstrahować ludzki potencjał, którym żywi się współczesny neoliberalny kapitalizm, należy postawić na różnorodność i łączyć rozmaite pola wyzysku. Zamiast wskazywania samych tylko źródeł szczęścia, należy wytwarzać problemy, których emocjonalnym „operatorem” jest strach (przed porażką, ubóstwem, utratą zdrowia, ostracyzmem itd.). Dzięki temu uzyskuje się niewyczerpane zasoby, które pozwalają podporządkowywać hegemonii neoliberalnej kolejne obszary życia. Podobnie jak biopolityka i ujarzmianie ciał, regulacja pragnień odgrywa coraz większą rolę ekonomiczną w systemie, którego inherentnym składnikiem jest kryzys o wielu twarzach.
Powyższy opis może brzmieć jak wstęp do jakiejś dystopijnej wizji przyszłości, lecz odnosi się on do jak najbardziej realnych i teraźniejszych wydarzeń. Przechwytywanie pragnień, zarządzanie nimi oraz symultaniczne wytwarzanie przekonania o rozpadaniu się zmurszałego świata ograniczeń, zastępowaniu pracy przez paraartystyczną kreatywność są równie istotnymi elementami neoliberalizmu, co finansjeryzacja zglobalizowanej gospodarki. Francuski ekonomista i filozof Frédéric Lordon przeciwstawia neoliberalnemu zawłaszczeniu pragnień wolność realizowaną w ramach egalitarnej res communa, podobnie zresztą jak bardzo wielu innych teoretyków i aktywistów, podejmujących refleksję nad możliwością wyłonienia się postkapitalistycznych alternatyw. Warto zatem zastanowić się, jak w rzeczywistości, w której pragnienie jest niezwykle stanowczo dyscyplinowane poprzez wskazywanie akceptowalnych dla systemu źródeł szczęścia i zagrożeń oraz wykluczanie tych niepożądanych, a jednocześnie stanowi instrument ekonomiczny, istotny w kreowaniu popytu, zmiana mogłaby przebiegać.

Wewnętrzna i zewnętrzna „cywilizacja sukcesu” – Tomasz Teodorczyk

Gdy mówimy o skutkach psychicznych „cywilizacji sukcesu”, to musimy określić znaczenie słowa „sukces” w danej społeczności/kulturze i odnieść je do indywidualnego procesu rozwojowego jednostki. Człowiek nie jest bowiem, jak uważał Elliot Aronson, „istotą społeczną”, lecz jedynie „zwierzęciem umiarkowanie stadnym”, a Carl Gustav Jung twierdził, że człowiek bez szkody dla siebie może przyjąć jedynie umiarkowaną dawkę kultury.
Psychologia procesu jest kontynuacją myśli taoistycznej, dla której najważniejsze było życie zgodne z tao – więc tak pewnie rozumieliby „sukces”, choć na pewno nie użyliby tego słowa.
Anegdota mówi, że gdy wysłannicy cesarza przybyli do Zhuangzi, namawiając go do przyjęcia eksponowanego stanowiska, ten zapytał ich:
– Słyszałem, że na dworze cesarz ma świętego żółwia, który nie żyje już od
3 tysięcy lat, jest owinięty w chustę i trzymany w bambusowym pudle. Czy ten żółw wolałby być martwy i żeby czczono jego szczątki, czy żywy, żeby mógł włóczyć ogonem w błocie?
– Wolałby, żeby żywy mógł włóczyć ogonem w błocie – odpowiedzieli wysłannicy.
– Odejdźcie – rzekł Zhuangzi, ja też chcę dalej włóczyć ogonem w błocie.

W pracy z procesem kontynuujemy ten typ myślenia i śledzimy niespójności w psychice człowieka, które są dla nas sygnałem na odejście jednostki od jej wewnętrznego poczucia „indywidualnego sukcesu”, który jest w zgodzie i wynika z tao.
Tymi sygnałami są różne wydarzenia wewnętrzne (symptomy fizyczne, choroby, niepokojące sny, odmienne i ekstremalne stany świadomości, uzależnienia itp.) oraz zewnętrzne (trudności i kłopoty relacyjne, synchroniczności itp.). Wskazują one na to, że człowiek mniej lub bardziej oddala się od tao, od swojego całościowego procesu, od drogi swojej wewnętrznej „cywilizacji sukcesu”. „Bacz, byś wyrzucając diabły z siebie, nie wyrzucił tego, co jest w tobie najlepsze” – mówił Nietzsche.
Kłopot współczesnej medycyny i psychoterapii polega na tym, że tego typu wydarzenia/doświadczenia spostrzegają jako „patologię” lub przynajmniej jako coś, co powinno zostać wyeliminowane, zamiast zobaczyć w tym informację na temat koniecznej zmiany i kierunku „dostrojenia” funkcjonowania człowieka do jego całościowego wewnętrznego wzorca. W ostatnim okresie obserwujemy dramatyczne nasilenie się tego typu rozbieżności. Psychoterapia zorientowana na proces stara się obserwować sygnały odejścia od wewnętrznej „cywilizacji sukcesu” i traktować je jako kierunek zmiany w celu przywrócenia tej bazowej zgodności w życiu człowieka.

Kompleks Iksjona a globalna kultura manii – dr Tomasz Olchanowski

Zdaniem Junga mityczny Iksjon symbolizuje ludzkość przywiązaną do koła egzystencji i nękaną przez wiatry natury. Jest przykładem istoty ludzkiej, która staje się ofiarą natury, kiedy się od niej odrywa. Iksjon, król Lapitów, mimo popełnionej zbrodni na ojcu swej wybranki, został z litości zaproszony przez Zeusa do stołu z ambrozją i nektarem zapewniającym nieśmiertelność, co miało go oczyścić. A jednak nawet wobec naczelnego władcy Olimpu nie potrafił zachować się godnie, usiłując uwieść Herę. Za karę został przywiązany do płonącego, wirującego bez przerwy koła o czterech szprychach i rzucony w przestrzeń Tartaru. Jego męce nawet czas nie przyniesie kresu.
Czas przeżywany przez człowieka nowoczesnego społeczeństwa nie jest ani cykliczny, ani linearny, lecz jest czasem punktowanym, jak pisze Zygmunt Bauman. Taki czas wyróżnia się obfitością pęknięć, brakiem ciągłości, a więzy pomiędzy punktami czasu są rozrywane co chwila. Jednostka popychana przez impulsy przemieszcza się w przestrzeni, pozbawiona głębszych motywów i idei, a osiągany przez nią punkt nie jest nawet chwilowym przystankiem, gdyż w tym samym momencie dezaktualizuje się.
Proces socjalizacji, jak to zauważył Lowen, polega niewątpliwie na podporządkowaniu ciała umysłowi. Wiąże się z tym pragnienie panowania nad impulsami, funkcjami cielesnymi i środowiskiem. Umysł pogrążony w iluzji o własnej wyjątkowości, oderwany od ciała, płonąc nienasyceniem, unosi się w balonie narcystycznej inflacji, by za chwilę zacząć spadać na dno depresji.
Wraz z rozwojem cywilizacji utraciliśmy zdolność do tolerowania wszelkich napięć i frustracji. Nie tylko drobne niepowodzenie urasta do rangi kosmicznej katastrofy, lecz sama pogłoska o niepowodzeniu, uderza w umysł niczym grom Zeusa. Rację ma James Hillman, kiedy stwierdza, że prowadzimy w coraz większym stopniu życie maniakalne.
Korzystanie z Facebooka przyczynia się do zmniejszonej potrzeby snu, wywołuje wzmożoną wirtualną rozmowność, ulotność kontaktu, gonitwę myśli, trudności w koncentracji. Dzięki wirtualnej pornografii, wirtualnym firmom bookmacherskim i wirtualnym pieniądzom (kartom kredytowym) możemy łatwo angażować się w seks, hazard i podejrzane inwestycje, padając ofiarą złudzeń i maniakalnych wyobrażeń. Na iluzji bycia w centrum wydarzeń budujemy, pozbawieni korzeni, własną samoocenę i poczucie wielkości. Sukces okazuje się być sukcesem urojonym, wiarą w nieomylność wymyślonych przez człowieka technologii, których siła polega na wpędzaniu jednych ludzi w poczucie genialności, a pozbawianiu godności innych (np. zdolności, predyspozycje, stan zdrowia, naukowa wartość osiągnięć mierzona jest w punktach). Znaleźliśmy się
w pułapce procesów, które wymknęły się spod kontroli i doprowadziły do powstania globalnej kultury manii.

Epidauros. Rzecz o dawnej medycynie – dr Jerzy T. Bąbel

Ludzkość od samego zarania swoich dziejów nękana była przez najprzeróżniejsze choroby, czego dowodzą liczne świadectwa archeologiczne. Pierwszymi lekarzami zapewne byli szamani, który poszukiwali przyczyn chorób przede wszystkim w świecie czarów, duchów i demonów, jako że dominującym był wówczas animistyczny paradygmat poznawczy.
Od najdawniejszych czasów przywiązywano dużą wagę do pozytywnego nastawienia pacjenta w procesie leczenia. Stąd też brała się duża rola talizmanów, rytuałów ofiarniczych, oczyszczających, modlitw itd. Wiele z nich pełniło, z naszego punktu widzenia, wyłącznie funkcje placebo.
W starożytności panowało przekonanie, że człowiek winien rozwijać się harmonijnie. Nacisk kładziono zarówno na rozwój umysłowy, jak i fizyczny. Powstawały różne koncepcje łączące człowieka z Kosmosem, żywiołami itd. Istniały też rozbudowane ryty inicjacyjne. Ogromne znaczenie miały wyrocznie, wielką wagę przywiązywano do snów i ich właściwej interpretacji. Budowano pierwsze szpitale i swego rodzaju kliniki.
Holistyczne traktowanie pacjenta znajdowało swoje odbicie w praktykach lekarskich w takich ośrodkach jak Epidauros w Grecji czy Pergamon na terenie dzisiejszej Turcji. Dokumenty pisane z czasów ich funkcjonowania dowodzą skuteczności terapii, a nawet istnienia takich uzdrowień, które w chrześcijaństwie aż do naszych czasów noszą nazwę cudownych.
Współczesna medycyna robi ogromne postępy, ale jej mankamentem jest daleko idąca specjalizacja i przywiązanie do wyłącznie fizyko‑chemicznego aspektu procesu leczenia. Pacjent przechodzi od lekarza do lekarza, a zaaplikowane środki lecznicze pomagają na jedne schorzenia i szkodzą innym. W tym kontekście żart, że „jeśli pacjent chce wyzdrowieć, to nawet medycyna jest bezradna”, nabiera swoistego sensu.

Praktyka filozoficzna i coaching w dobie kultury sukcesu – dr hab. Andrzej Kapusta

Celem wystąpienia jest prezentacja społeczno‑kulturowych uwarunkowań powstania „kultury siebie” na przykładzie doradztwa filozoficznego i coachingu. Autor chce wskazać podobieństwa i różnice między tymi praktykami. Skąd bierze się coraz większa popularność coachingu, jakie są jego założenia naukowe i antropologiczne? Jakim przekształceniom ulega współczesna filozofia? Czy doradztwo filozoficzne rzeczywiście sięga do samych korzeni filozofii, czy raczej stanowi próbę jej komercjalizacji i zaistnienia na rynku praktyk terapeutycznych?
Obok prezentacji antropologicznych, aksjologicznych, epistemologicznycvh oraz naukowych (neurokognitywnych) założeń i podstaw praktyki filozoficznej i coachingu, zostaną przedstawione ich relacje wobec psychoterapii i koncepcji edukacji zdrowotnej.

Kultura terapeutyczna – Natalia Żuk

Psychoterapia stanowi fenomen kulturowy, a więc jest częścią różnorodnych przemian społecznych i ideologicznych. Kluczowa dla wykonywania zawodu pomocowego jest – moim zdaniem – samoświadomość, w tym świadomość katalogu wartości, które w procesie psychoterapeutycznym promuje terapeuta. Stanowią one nie tylko „drogowskazy aksjologiczne” dla klientów, ale mogą też stać się narzędziem władzy, a w patologicznym układzie – przemocy symbolicznej. Psychoterapeuta nie jest neutralny, ponieważ reprezentuje kulturę terapeutyczną, której wartościami są zdrowie, dialogowość, optymizm, samowystarczalność, samorealizacja podmiotów (vide „Kultura indywidualizmu”, M. Jacyno).
Kultura terapeutyczna korzeniami sięga starożytności (vide pojęcie „kultury Siebie” u Foucaulta, który pokazał, że już Epiktet postulował pracę nad samopoznaniem i troskę o siebie). Według Małgorzaty Jacyno współczesna kultura terapeutyczna posiada podbudowę ideową zbliżoną do ideologii neoliberalnej, dzięki czemu dyskurs terapeutyczny mógł stać się świecką, „odczarowaną” wersją eschatologii.
Przemiany życia społecznego ukształtowały współczesny podmiot ulokowany między samostanowieniem a samouprzedmiotowieniem, między psyche a rynkiem, między potrzebą bycia sobą a potrzebą bycia zaakceptowanym. Dokonały się następujące „podstawienia”, zachowujące pierwotny charakter funkcjonalno‑strukturalny: (1) terapeuta, psycholog, ekspert zdrowego żywienia, lekarz zamiast księdza i mistrza, a także klient zamiast pacjenta, (2) wyznanie, „stanięcie w prawdzie” zamiast spowiedzi oraz nieszczerość zamiast grzechu zatajenia, 3) empatia zamiast przebaczenia, (3) „holistyczny sukces” zamiast zbawienia.
Krytycy kultury terapeutycznej uważają nowy podmiot, nieustannie zajęty sobą i samorozwojem, za amoralny (narcystyczny i hedonistyczny) oraz bezproduktywny społecznie. Natomiast według Katie Wright zajmowanie się emocjonalnym i egzystencjalnym cierpieniem ludzi ma wymiar moralny i może być traktowane jako narzędzie rozwiązywania problemów społecznych, politycznych i strukturalnych poprzez zmianę „ja”, a w szerszym planie jako sposób pozyskania siły przez tych, którzy do tej pory jej nie posiadali i czuli się dewaloryzowani.
Psychoterapia ze swoim nieustannym dążeniem do samodoskonalenia może stać się narzędziem opresyjnej ideologii sukcesu, nakazującej stawanie się coraz lepszą wersją siebie, a właściwie – bytem idealnym. Z drugiej strony, klienci deklarują chęć poczucia wolności, poznania, zrozumienia siebie i chcą wsparcia w samoaktualizacji, często wiążącej się z przeciwstawieniem się kontekstowi społecznemu, interpersonalnemu, w którym funkcjonują. Niektórzy są przekonani, że mogą stać się takimi, jakimi tylko chcą, o ile tylko bardziej się postarają.
Pojawiają się w tym miejscu pytania o granice zmiany, a także to, czy terapeuta ma prawo zmieniać klienta. Według mnie psychoterapia ma być narzędziem odkrywania siebie, czyli twórczym odpowiadaniem na pytanie: „jaką osobą jestem?” i budowaniem własnych autodefinicji, niezależnie od tego, czy jest to zbieżne z interesami dominującej kultury, czy nie. Choćby kulturą dominującą w danym momencie historycznym była sama kultura terapeutyczna.
W ponowoczesnej rzeczywistości, w której koegzystują i ścierają się niespójne prądy filozoficzne, polityczne, społeczne i psychologiczne, występuje wiele (często nieujawnionych) paradoksów. Dobre samopoczucie jednostki zależy od wykonania strategicznego planu, złożonego ze zidentyfikowania potrzeb, pragnień i celów, wskazania rozwojowych priorytetów, przy jednoczesnej chęci wyzwolenia się z niepotrzebnych obciążeń oraz realizacji strategii. Jednocześnie istnieje także wektor odwrotny – strategia nie jest „sztywna”, podlega modyfikacjom w zależności od sytuacji życiowej w danym momencie oraz wewnętrznym drgnieniom ciała i duszy. W przeciwnym bowiem razie nie umożliwiałaby ona osiągnięcia wolności i plastyczności, które są cenionymi przymiotami jednostek.

Sytość i głód. Przemiany adolescencji we współczesnej Polsce – dr Cezary Żechowski

Wystąpienie zawiera dokumentację fotograficzną koncertów rockowych odbywających się w Polsce w latach 1978–1982 i współcześnie. Analizie poddane zostaną takie aspekty jak ekspresja emocjonalna, wyraz twarzy, dystans pomiędzy słuchaczami, wiek, reprezentacja płci, przejawy seksualności.
Wyniki zostaną zinterpretowane w oparciu o teorię psychoanalityczną oraz neuropsychoanalizę, ze szczególnym uwzględnieniem kategorii „głodu i sytości” jako metafory aktywacji lub deaktywacji układu SEEKING (wg J. Pankseppa) – głównego systemu motywacyjnego umysłu. Referat zostanie uzupełniony materiałem klinicznym opisującym formy głodu i przesytu w kulturze współczesnych nastolatków.

Depresja i tanatoza w ujęciu antropologicznym – prof. dr hab. Bohdan Wasilewski

Objawy depresyjne powszechnie występują jako reakcja na negatywne wydarzenia życiowe oraz w przebiegu chorób somatycznych, wymagając
w znacznym odsetku chorych specyficznego leczenia. Mimo wieloletnich badań nadal niejasny jest mechanizm powstawania objawów depresyjnych oraz ich klasyfikacja nozologiczna. Możliwe, że przeszkodą w tym wypadku jest nadmierna medykalizacja postrzegania zjawiska depresji. Polega to na postrzeganiu jej jedynie jako choroby związanej z patologią określonych struktur organizmu.
Autor zakłada, że większość przypadków depresji towarzyszącej chorobom somatycznym stanowi jedynie objawy adaptacyjne, będące przejawem prawidłowego działania organizmu. Sygnalizują one podobnie jak ból chorobę, wyłączając jednostkę z funkcji socjalnych, co pozwala na zyskanie energii do walki z chorobą.
Depresja, która w znaczeniu fizjologicznym jest reakcją obronną, staje się stanem chorobowym, jeśli utrzymuje się długo. Przedłużające się stany depresji, uzupełnione negatywnymi sygnałami od osób tworzących środowisko chorego, prowadzą do zjawiska tanatozy.
Zjawisko tanatozy stanowi proces analogiczny do komórkowego mechanizmu apoptozy, czyli autoeliminacji komórki. Jest to aktywowany przez jednostkę ludzką proces programowalnej śmierci. Dla uruchomienia tanatozy jako kontynuacji reakcji depresyjnej kluczowe jest naruszenie więzi społecznych. Wzrost występowania stanów depresyjnych jest w dużej mierze wynikiem zachodzącego współcześnie przełomu cywilizacyjnego, czego przejawem jest naruszenie więzi społecznych oraz dotychczasowych schematów rozumienia świata i sposobów postępowania. Autor rozwija powyższą tezę i poddaje ją krytycznej dyskusji.

Zdrowie integralne i zdrowie psychiczne w kulturze zachodniej – Zenon Waldemar Dudek

Idea zdrowia integralnego zakłada, że pacjent jest istotą somatyczną, psychologiczną, społeczną, a także kulturową. Diagnozujemy i leczymy człowieka, a nie chorobę, objawy, narząd czy wyizolowany problem. Koncepcja zdrowia integralnego na polu medycyny, psychiatrii i psychoterapii może być odpowiedzią na destrukcyjne i dezintegracyjne procesy cywilizacji sukcesu, która w izolowany sposób postrzega sferę ciała, psychiki, funkcje i role społeczne oraz dziedzinę kultury i ducha.
Zdrowie w kontekście kultury jest doświadczeniem inicjacyjnym. Jest nazwą, ale także przeżyciem wewnętrznym, obrazem i symbolem, wzorcem. Podlega procesom rozwojowym i kryzysowym (stan chorobowy). Choroba jest elementem procesu inicjacji, który odwołuje się do wyobraźni i sfery uczuć. W procesie naprawy (samoregulacja, leczenie) biorą udział wszystkie wymiary. Integracja znaczeń dotyczących sensu zdrowia obejmuje całego człowieka – sferę biologiczną, psychiczną, społeczną, kulturową.
W cywilizacji sukcesu medycyna, psychiatria, ale też psychoterapia nie doceniają czynników społecznych i kulturowych. Są one ujmowane w teorii, ale w praktyce marginalizowane. Tymczasem pacjent chce być traktowany integralnie i intuicyjnie opowiada się za integralnym rozumieniem zdrowia, zgodnie z którym choroba i leczenie są powiązane z wzorcami społecznymi i wartościami kulturowymi.
Inicjacyjny model zdrowia zobowiązuje jednostkę i społeczeństwo do działania w wypadku realnej choroby, ale także nakazuje działania edukacyjne i profilaktyczne, zanim stanie się ona faktem biologicznym, psychologicznym czy społecznym. Kultura dba o zdrowie, a nie tylko o zwalczanie chorób. Inicjacja do zdrowia może się dokonać poprzez osobiste doświadczenie choroby i cierpienia, przez społeczne uczenie się bądź w ramach edukacji kulturowej. Zdrowa kultura odtwarza w sferze symbolicznej archetypowe wzorce wskazujące dwubiegunową wartość zdrowia i choroby oraz wielowymiarowy sens bólu, samotności, cierpienia, współczucia, opieki i leczenia.
Integralna koncepcja zdrowia wskazuje, że zdrowie psychiczne jest powiązane ze sferą biologiczną, warunkami społecznymi oraz wymiarem kultury. Zwracają na to uwagę różne idee terapeutyczne i społeczne, jak psychiatria środowiskowa, ruch higieny psychicznej, antypsychiatria oraz metody pomocy terapeutycznej (np. ruch AA, arteterapia, trening umiejętności społecznych).
Zgodnie z przesłaniem Junga, który mówi o teleologicznej funkcji psyche, czy Gadamera, które w dziele sztuki widzi trafny opis teraźniejszości, jak też wskazówkę do zmiany, w doświadczeniach pacjenta somatycznego i psychicznego, jak też osoby doświadczającej wykluczenia społecznego możemy znaleźć kulturowe wzorce zdrowia. Ślady te prowadzą do matryc procesów kreatywnych i prozdrowotnych, sprzyjających naprawie, samoregulacji i leczeniu człowieka jako istoty integralnej.
Na relację między zdrowiem psychicznym a treściami kultury zwróciła uwagę psychoanaliza, poddając badaniu korelację między życiem psychicznym i mitami kulturowymi. Wyrazem takiego podejścia może być terapia odwołująca się do mitów jako wzorców doświadczeń i zachowań psychicznych (mity personalne, mity rodzinne, terapia narracyjna, mitoanaliza).
Wychodząc z tych założeń, autor wyróżnia kilka głównych motywów mitologicznych, które obrazują podstawowe doświadczenia człowieka (mity walki i zwycięstwa, mity ofiary i transformacji, mity nadziei i rozwoju oraz mity centrum). Są one treścią wiodących wyobrażeń w snach i na jawie, występują w fobiach, obsesjach i urojeniach, a w wersji artystycznej występują w literaturze, sztuce i działaniach kreatywnych. w tym drugim przypadku można je traktować jako przejawy profilaktycznych i leczniczych oddziaływań kultury.

Psychoterapia jako kompensacja maniakalnych trendów kultury – dr Krzysztof Dorosz (wprowadzenie)

Przeszło 270 lat temu Jonathan Edwards, najsłynniejszy amerykański teolog i kaznodzieja, wygłosił kazanie, w którym zacytował znane słowa z listu św. Pawła do Hebrajczyków: „Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego”. Sparafrazujmy te słowa i przenieśmy parafrazę do wieku XXI: „Straszną jest rzeczą wpaść w ręce kiepskiego psychoterapeuty”. Tą parafrazą nie chcę krytykować psychoterapeutów, ale kulturę sukcesu, która powołała ich do życia. Powołała, ponieważ jest na nich duże zapotrzebowanie. Wynika ono co najmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze: traktowana jako technika, tyle że niematerialna, psychoterapia ma naprawiać i poprawiać zacinającą się psychiczną skrzynię biegów, regulować kompleks Edypa lub Elektry, usuwać bezboleśnie dziecięce traumy i w sumie prowadzić do pełniejszego i bogatszego życia. Po drugie, psychoterapia próbuje pomóc ofiarom kultury sukcesu, ludziom, którzy nie są w stanie sprostać jej wymogom. A ponieważ psychologia od dawna już święci triumfy jako najwspanialsza i wszechwiedząca nauka o człowieku, wiara w jej usługi zatacza coraz szersze kręgi. Ta wiara rodzi zapotrzebowanie na psychoterapeutów, zapotrzebowanie pomnaża ich liczbę, ta zaś – jak mawiano za czasów komunizmu – przechodzi w bylejakość.
Do byle jakiego psychoterapeuty zatem przychodzi byle jaki pacjent i podnosi się kurtyna, odsłaniając życie wewnętrzne tego ostatniego. Ale czy rzeczywiście? Byle jaki psychoterapeuta posuwa się po omacku, uzbrojony w kilka sprzecznych ze sobą koncepcji człowieka, byle jaki pacjent, zachwycony poświęconą mu uwagą i kilkoma trafnymi spostrzeżeniami swego rozmówcy, podekscytowany możliwością mówienia o sobie, odnosi wrażenie, jakby właśnie został prześwietlony psychicznym aparatem rentgenowskim, który – jak niegdyś przysłowiowa Cyganka – jeno prawdę mówi. Idylla.
Oczywiście ta idylla jest karykaturą autentycznego procesu terapeutycznego, ale i jemu daleko do jednoznacznej prostoty wycięcia wyrostka robaczkowego. Dlaczego? Czy jest to niedostatek psychoterapii czy cywilizacji, w której żyjemy. Chyba tej drugiej. Czy to nie ona tworzy byle jakich psychoterapeutów i byle jakich pacjentów, którzy nie potrafią odróżnić dobra od zła, prawdy od fałszu i piękna od brzydoty? Należą do coraz liczniejszej i potężniejszej grupy „próżnych ludzi”, jak nazwał ich wielki poeta angielski XX wieku, Thomas Stearns Eliot. Oddajmy mu głos:
My próżni ludzie
My wypchani ludzie
Podpieramy się wzajem
Niestety w głowach słoma
Kiedy do siebie szepczemy
Ciche i bez znaczenia są nasze głosy
Jak wiatr dmący przez osty
Jak szczurze łapki na rozbitym szkle
W naszej suchej piwnicy
Kształty bez formy cienie bez koloru
Zastygła siła i gesty bez ruchu.

Jeśli więc rzeczywiście po świecie chodzi coraz więcej byle jakich ludzi, od żebraków do prezydentów, jeżeli – jak powiada Eliot – są oni próżni, wypchani, a w głowach mają słomę, to należy zapytać, co spowodowało ten stan rzeczy. Czy cywilizacja sukcesu jest skutkiem czy przyczyną bylejakości? Czy pragnienie sukcesu jest autoteliczną cechą człowieka, czy gorączkowym wypełnianiem duchowej i aksjologicznej pustki, powstałej po upadku wiary w Boga, którego europejska kultura uznała za urojenie? A jeśli tak, to czy psychoterapia jest właściwym remedium na bylejakość i pustkę? Jeśli zaś nie psychoterapia, to poszukująca sensu istnienia logoterapia? Lecz czy poczucie sensu, poza sensem doraźnym i praktycznym, można wykuć w trakcie psychoterapeutycznych sesji? Czy człowiek jest w stanie ów sens wysnuć z siebie jak pająk pajęczynę?
Eric Voegelin, amerykański myśliciel austriackiego pochodzenia, jeszcze przed drugą wojną światową zwracał uwagę na duchową pustkę i zanik poczucia ładu w ludzkim świecie. Przyczyn tych zjawisk upatrywał z jednej strony w zalewie irracjonalnych sił demonicznych, które wcieliły się w narodowy socjalizm, z drugiej zaś w życiu zdominowanym przez pragnienia i namiętności, pozbawionym nastawienia na summum bonum. Czy można więc domniemywać, że brak owego nastawienia i zanik poczucia ładu powoduje nasze nerwice i lęki, które próbujemy leczyć za pomocą psychoterapii bądź ukryć i roztopić w dążeniu do sukcesu? Czy zatem terapia – jak powiedziałby James Hillman – potrzebna jest nie tyle jednostkom, co całej kulturze?
Już w XVII wieku zaczęła wkraczać na scenę zachodniej kultury świadoma siebie jednostka – ludzki podmiot. Tym samym przesunięty został akcent z rzeczywistości obiektywnej, całkowicie władającej ludźmi, na rzeczywistość subiektywną, gdzie człowiek sam staje się sterem, żeglarzem i okrętem. Lecz wraz z utratą summum bonum z ludzkiego pola widzenia proces ten poszedł zbyt daleko. Jednostka wyodrębniła się wprawdzie z grupy, zyskując w ten sposób wolność i odpowiedzialność, lecz z czasem popadła w tak daleko posunięty indywidualizm, że tracimy sens poczucia więzi z ludźmi lub nawet z jednym wybranym człowiekiem.
Czy psychoterapia jest w stanie nam pomóc? Czy potrafi znaleźć archimedesowy punkt, z którego ogarnie całego człowieka i jego świat wrodzonych
i nabytych wartości? Czy jest tylko dzieckiem naszej kultury, zagubionym z jej chaosie i bezładzie, nieświadomym zła, które niekiedy mimowolnie wyrządza, niepewnym ani prawdy, ani dobra, ani miłości. Bo cóż powie psychoterapeuta człowiekowi, który zawstydzony własną porażką uczuciową, zacytuje tylko przywołany już tutaj wiersz Eliota?
W chwili kiedy ciało
Przenika czułość
I wargi co chcą pocałunków
Do strzaskanego modlą się kamienia.

Głos w panelu – dr Ireneusz Kaczmarczyk

Sukces kompensuje ontologiczny lęk. W rzeczywistości tej dekady trudno znaleźć trwałe punkty odniesienia. Rozwój komunikacji w epoce technologicznej wykorzenia z natury, przenosząc ludzi z jednego miejsca w drugie, utrudnia odnalezienie „swojego miejsca”. Nowe technologie zmieniają funkcje czasu i styl pracy. Internet jest miejscem nawiązywania ważnych relacji. Wiedza o rzeczywistości jest zapośredniczona przez seriale; media wskazują cele życiowe, celebrują sukcesy zwycięzców. Biznes obiecuje sukces i trwale wiąże ludzi w swoich strukturach.
Żyjemy w erze psychologicznej bezdomności. Sukces staje się emocjonalnym wskaźnikiem sensu istnienia. Wiedza, zwłaszcza psychologiczna, pod hasłem praktycznego zastosowania produkuje poradniki i kreuje ekspertów od wszystkiego. Specjaliści proponują rozliczne warsztaty rozwijające kompetencje, coaching ukierunkowuje na cele, mentoring na autorytet, konsulting na działanie. Różnego rodzaju substancje farmakologiczne kontrolują emocje.
Człowiek oddala się od doświadczenia i doświadczania, a rozwój osobowości oddziela się od osoby. Próby kompensacji sukcesu kończą się fiaskiem – jedni są wykluczani, inni podejmują kolejne ryzykowne przedsięwzięcia, wrażliwi na sens przeżywają pustkę, zagubienie i dramat. Na tych, którzy się przebudzili, czekają porady ekspertów od kryzysów. Psychoterapia, choć pomocna, stanowi jedynie kompensację tych rozległych i głębokich ran. Ale nie każda. I nie w każdym przypadku.

Więcej informacji: